środa, 17 września 2014

Niezapominajka ~ Part 2

Annyeonghaseyo! 
     Jak wcześniej zapowiedziałam ,,Niezapominajka'' będzie dzielić się na dwie części. Dzisiaj, korzystając z chwili wytchnienia i wolnego czasu zabrałam się za rzeczony drugi part. Jest ona dużo krótsza od poprzedniej, ale powodem jest jedynie to, że nie chciałam ,,przesłodzić''. Myślę, że niedopowiedzenia pobudzają wyobraźnię.. Mam ogromną nadzieję, że się Wam spodoba! So, please enjoy ^^


     Ściskając w rękach bukiet czerwonych róż sprawdziłem zegarek. Późno... A ja znowu czekałem. Czekałem pod drzwiami Niezapominajki jak codziennie. Od tamtego incydentu minęło już pół roku, a ja w każdy wieczór przychodziłem pod drzwi mojego aniołka z bukietem kwiatów. Ale ani razu nie zastałem jej w domu. Często czekałem naprawdę długo, licząc na to, że może natknę się na nią, gdy będzie wracać. Może się przeprowadziła? Może wyjechała..?
     To chyba była obsesja. Jej twarz śniła mi się co noc. Nie mogłem, nie umiałem jej wyrzucić ze swej głowy. Co gorsza - nie chciałem. Tak bardzo pragnąłem znów ją ujrzeć... Poczuć ten zapach, zobaczyć słodki uśmiech...
     Usiadłem na podłodze, przytulając głowę do kolan. Przez pół roku nie widziałem jej ani razu.. Dzisiaj czułem się naprawdę paskudnie. Było mi gorąco i zimno równocześnie, a moim ciałem co chwila targały przeraźliwe dreszcze lub nieprzyjemny kaszel. To chyba grypa. Ale co tam.. Oparłem ciężką głowę o ścianę. Czułem wiecznie narastający, pulsujący ból w skroni. Zamknąłem oczy, mając nadzieję, że to pomoże mi choć trochę. Chyba odpłynąłem...

                                                                                ~

     Ktoś położył mi ciepły okład na czoło. Czułem, że leżałem w łóżku, przykryty puchową pierzyną. Do tego kolo mnie unosił się znajomy, słodki zapach. Charakterystyczna woń wanilii i kwiatów - jakbym już ją kiedyś wąchał... Zaraz. Czy to możliwe, żebym był w domu mojego aniołka? Otworzyłem oczy, a moje serce zaczęło wyrywać się z piersi. Twarz drobniutkiej dziewczyny, okolona długimi, złotymi puklami zdawała się być jeszcze piękniejsza niż ostatnio. Zerwałem się do siadu. 
-Dobry wieczór Jonghyunnie - uśmiechnęła się do mnie swoimi wisienkowymi usteczkami. 
Moje serce eksplodował, a w brzuchu czułem rozkoszny uścisk. Nie czułem tego od tak dawna... Moje polika płonęły. Na pewno wyglądałem jak burak. Pamiętała. Pamiętała moje imię. Do tego je zdrobniła. Złapałem jej dłonie. Chciałem coś powiedzieć, jednak byłem w stanie tylko otwierać i zamykać usta, nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa. Jak jakiś debil.
-Połóż się. Jesteś chory - przerwała mój niemy wywód. Jej głębokie oczy wpatrywały się we mnie z troską. 
Cholera... Znowu widziała mnie w paskudnym stanie. Czemu musiałem sprawiać jej same kłopoty? Mocno ścisnąłem jej malutką, pulchną rączkę i nieśmiało zacząłem:
-Kocham... Kocham cię. Ja... Odkąd cię ujrzałem nie mogę przestać o tobie myśleć. Jesteś niesamowita - rozgadałem się na dobre, przy okazji spiekając raka - Tak bardzo się w tobie zakochałem... 
-Wiem Jonghyunnie - ujęła moją zawstydzoną twarz w dłonie i kciukiem ją pogładziła.
Spojrzałem na nią. Pucołowate policzki, oblane słodkim rumieńcem, spokojne oczy, błękitne niczym ocean, urocze usteczka.. Przytuliłem do siebie drobne ciało mojego aniołka, obejmując ramionami tak, jakbym już nigdy nie miał jej puścić. Ucałowałem e drobne usteczka, bardzo delikatnie, by jej nie spłoszyć. Były miękkie i ciepłe. Smakowały tak cudownie.. truskawkami. 
-Kocham cię - wyszeptałem.

piątek, 5 września 2014

Niezapominajka

     Dzisiaj na wycieczce rowerowej szukałam inspiracji i w końcu znalazłam! Zanim weźmiecie się za ten tekst polecam przeczytać tłumaczenie The Reason, bo to właśnie ona była źródłem mojego pomysłu. Tekst, który napisałam jest z punktu widzenia Jonghyun'a, jednak mam nadzieję, że będzie się Wam przyjemnie czytało. Opowiadanie będzie podzielone na dwie części. Dzisiaj opublikuję pierwszą, a drugą niebawem :)

Niezapominajka ~ Part 1

     Szedłem ulicą, mijając setki takich samych ludzi. Niscy, wysocy, to nie miało większego znaczenia - wszyscy mieli ciemne włosy i skośne oczy. Co niektórzy próbowali oszukać Matkę Naturę i używali farb do włosów, inni używali powszechnie dostępnych kolorowych soczewek. Jeszcze inni przeszli operacje plastyczne, by wyglądać piękniej. A ja niestety niczym się od tych wszystkich ludzi nie różniłem. 
     Miałem dosyć pracy. Tego wysiłku, tych samych twarzy. Byłem zmęczony, wręcz wyczerpany. Pijany zresztą też. 

     Szedłem ulicą chwiejnym krokiem. Jako że padał deszcz. byłem cały mokry. Mijałem setki takich samych ludzi. Po mojej twarzy ciekły rzeki łez. Byłem w strasznym stanie - z pewnością - z czerwonymi oczami i zasmarkanym nosem. Zresztą, jaki płaczący facet wygląda dobrze? Ludzie nie zatrzymywali się, by zapytać co mi się stało - przechodzili koło mnie obojętnie. Nikt nawet nie spojrzał. Stałem na ulicy, w deszczu, przemoczony i zapłakany, gdy ujrzałem JĄ.  Jako jedyna się zatrzymała. Była piękna. Niczym księżniczka z bajki. Miała długie, falujące, złote włosy, które okalały jej pucołowatą buzię niczym aureola. Jej oczy... niesamowite. Wielkie, dziecięce oczy, błękitne niczym bezchmurne niebo , wpatrujące się we mnie z troską. Jej skóra była nieskazitelnie biała, a pełne policzki uroczo zarumienione. I ten uśmiech... serdeczny uśmiech różowiutkich, pełnych usteczek, skierowany do mnie. Nogi się pode mną ugięły. Zobaczyłem anioła, z pewnością. 
      Malutką dłonią wyciągnęła z torby chusteczkę, którą wytarła mój zasmarkany nos. Potem ciepłą rączką otarła łzy, wciąż ściekające po mojej twarzy.
-Chodź - powiedziała lekko zachrypniętym głosem, ujmując mój łokieć. Prowadziła mnie, bym się nie wywrócił. A ja idąc, patrzyłem na nią. Musiała być aniołem. Gdy szła koło mnie, co chwila ścierając moje łzy zdawała się lśnić... 
Zaprowadziła mnie do swojego domu. Małego, ciepłego mieszkania. Obserwowałem ją cały czas. Gdy zamykała drzwi, gdy ściągała płaszczyk, ukazując mi swoją urodę... Nie była wychudzona jak większość dziewczyn, które znałem. Błękitna bluzeczka zachęcająco opinała się na jej piersiach, spodnie zaś ukazywały urocze, krągłe biodra. Westchnąłem. Była taka piękna... Gdy napawałem się jej widokiem, czułem coś, czego zdecydowanie czuć nie powinienem. Ale nic nie mogłem z tym zrobić. Ona była zbyt niezwykła, a ja zbyt pijany. 
     Dziewczyna zaprowadziła mnie do salonu i usadziła na kanapie po czym pomogła zdjąć przemoczoną koszulę. Gdy wycierała ręcznikiem mój mokry tors zupełnie się rozpłynąłem. Była niezwykle delikatna i ciepła.. i pięknie pachniała. Potem przyniosła mi duży T-shirt (ciekawe skąd ona go wytrzasnęła..? ). Ubrałem go z niewielkimi trudnościami, bo kręciło mi się w głowie. 
-Wytrzyj włosy ręcznikiem - uśmiechnęła się do mnie, po czym dodała zarumieniona - I ściągnij te mokre spodnie... wysuszę je. - mówiąc to, uroczo przycisnęła piąstkę do policzka. Pokiwałem głową. Gdy dziewczyna wyszła z pokoju zdjąłem spodnie, zostając w samych bokserkach i T-shircie. Siadając na kanapie, rozmyślałem o moim aniołku. Miejsca, których wcześniej dotykała zdawały się palić. Pragnąłem tego dotyku więcej. Pragnąłem jej widoku bardziej niż czegokolwiek innego. Uspokajał mnie, dawał poczucie bezpieczeństwa. Czy można oszaleć na czyimś punkcie do tego stopnia..? 

     Po chwili piękna złotowłosa wróciła do salonu podając mi  kubek gorącego kakao. Usiadła koło mnie, a ja znów mogłem rozkoszować się jej obecnością. Bez chwili zastanowienia położyłem głowę na jej miękkich udach. ,,Takie ciepłe..". Drgnęła. Chiała wstać, jednak złapałem jej dłoń, wypowiadając pierwsze od naszego spotkania słowo:
-Zostań... - poprosiłem, a po mojej twarzy znowu popłynęły łzy. Myśl o tym, że mogłaby pójść rozdzierała mi serce. - Zostań...

Rozluźniła się. Z oparcia sofy zdjęła kocyk i mnie przykryła. Zamknąłem oczy, rozkoszując się jej zapachem. Nagle poczułem na twarzy przyjemne ciepło. Dziewczyna starła z niej łzy, a potem delikatnie przejechała paluszkiem po powiece, nosie... W końcu po ustach. Gdy je musnęła, nie mogłem się powstrzymać i złapałem ją ustami za palec. Po chwili dotarło do mnie jak głupie to było. Dziewczyna cofnęła rękę. Wtuliłem się w nią, by czuć jej ciepło i obecność. Zasypiając czułem, jak głaszcze moje włosy..

     Obudził mnie smakowity zapach. Z trudem zmusiłem moje ciało do podniesienia się. Przetarłem spuchnięte oczy i rozmasowałem obolałą głowę, przeklinając swoje wczorajsze pijaństwo. A właśnie... wczoraj.. no tak. Gdy wszedłem do kuchni, moim oczom ukazał się mały aniołek. Była tak samo piękna jak wczoraj... Siedziała przy stole, popijając herbatkę i trąc zaspane, błękitne oczka. 
-Dzień dobry - uśmiechnęła się do mnie, po czym wskazała paluszkiem talerz z omletem. Nie wiedziałem na co miałem większą ochotę - na te malinowe usta, czy omlecika. 

Rozmarzony usiadłem przy stole, wchłaniając posiłek w zastraszającym tempie. Dziewczyna popatrzyła na mnie rozbawiona. 
-Jak ci na imię? - zapytałem nieco zmieszany.

-Mówią na mnie Niezapominajka. - zarumieniła się.
-Jesteś przesłodka. - powiedziałem. Nie dziwiło mnie to przezwisko. W końcu kto mógłby o niej zapomnieć? - Dziękuję pięknej Niezapominajce za wszystko. - zagadałem, puszczając do niej oczko, na co złotowłosa zachichotała. 
     Po śniadaniu z wielką niechęcią pożegnałem się z nią. Dziewczyna odprowadziła mnie do drzwi i kazała na siebie uważać.
 -Mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkamy - uśmiechnąłem się. Ona kiwnęła głową, po czym zamknęła drzwi. 

poniedziałek, 1 września 2014

Czekoladowy pocałunek

To opowiadanie powstało z myślą o Kurogane DaeLim (która mam nadzieję zagląda tu co jakiś czas..).  Kochana, życzę Ci powodzenia w nowej szkole! Hwaiting! *mocno trzyma kciuki* .
     Dzisiejsza krótka historia będzie lekka i słodka (ja coś zbyt często piszę słodkie opowieści.. chyba trzeba coś z tym zrobić...). Idealna na odgonienie dręczących przed szkołą myśli i smutków, oraz na tą paskudną pogodę za oknem. Kurogane, mam nadzieję że Ci się spodoba! ^^

     Maknae, już od dłuższego czasu przebrany w piżamkę, czekał na wyjście swoich hyungów. Co chwila zniecierpliwiony sprawdzał zegarek, którego wskazówki jak na złość nie chciały przesuwać się szybciej. Przeczesał palcami wilgotne jeszcze włosy. Tak dawno nie zostawał sam z Minho... Aż tu nagle nadarzyła się świetna okazja - pozostali członkowie Shinee wychodzili, pozwalając najmłodszym zostać. Tylko czemu czas płynął tak wolno...
     W końcu rozległ się upragniony przez Tae dźwięk trzaskania drzwiami. Poszli. Uradowany maknae popędził do salonu, jednak nie zastał tam Minho. Przez chwilę rozglądał się zaniepokojony. Nigdzie nie było hyunga. Z lekkim niepokojem udał się do innych części mieszkania, by po chwili doznać sporego rozczarowania - nie znalazł Choi w żadnym pokoju. Czyżby poszedł...? Taemin poczuł jak oczy zachodzą mu łzami. Tak długo czekał... a jego nie było. Poszedł razem z resztą..
     Zrezygnowany chłopak skierował się do kuchni, pociągając zasmarkanym noskiem. Przygotował sobie gorącej czekolady, by choć trochę odgonić smutki. Już po chwili dom wypełnił się aromatem słodkiego napoju. Maknae wrócił do salonu, i zwijając się na kanapie upił spory łyk gęstego płynu.
     Nagle usłyszał, że ktoś wchodzi do pokoju. Zerwał się, przecierając załzawione oczy i zobaczył nikogo innego jak Minho. Stał tam, w samych spodniach, a z jego mokrych włosów kapały kropelki wody, spływające po wilgotnym jeszcze torsie. Taemin spojrzał na chłopaka, przyglądając się jego pięknie umięśnionemu brzuchowi. Uśmiechnął się delikatnie do swojego i wycierając nos westchnął:
-Minho-hyung...
Na to starszy roześmiał się głośno.
-Hyung? - zapytał zdziwiony Tae - Coś się stało..?
Minho podszedł do młodszego wciąż się śmiejąc.
-Mój mały Taeminnie pił czekoladę? - zapytał ścierając z różowych usteczek maknae ślad po słodkim napoju.
-Och... - chłopak oblał się rumieńcem, po czym wydął policzki. Gdy palec Minho przesunął się po kąciku jego ust, Tae musnął go języczkiem.
Minho nie zastanawiając się długo przycisnął swoje usta do jego. Taemin musnął nagi brzuch swojego hyunga, wzdychając rozkosznie. Czuł przyjemne gorąco, rozlewające się po całym ciele. Wstrząsnął nim dreszczyk podniecenia. Minho także napawał się chwilą. Miękkimi ustami Tae, jego dotykiem, zapachem, obecnością... Pocałunek ten zdawał się być cudowniejszy od pozostałych. Był słodki, pełen rozkoszy i namiętności.
,,Słodki jak mój mały Minnie'' pomyślał Minho, bez reszty zatracając się w cudownej chwili.