wtorek, 12 kwietnia 2016

Soldier - Prolog

Dzień dobry.. To w końcu ja. Jakiś czas znowu mnie tu nie było - ale staram się dopracować opowiadanie najlepiej jak umiem! Na razie przedstawiam Wam prolog, pisany z perspektywy Minho, jednak w dalszej części Soldier'a narratorem będzie (w większości) Taemin. Mam nadzieję, że mój twór przypadnie Wam do gustu.. Byłabym też bardzo wdzięczna za komentarze - one bardzo motywują a i ważne jest dla mnie to, żeby poznać Wasze opinie. Dziękuję i zapraszam do czytania! ^^~~

      Jesień powoli ustąpiła miejsca zimie. Na zewnątrz delikatnie prószył śnieg, a chłodne zimowe promienie wdzierały się przez spore okna do obszernego pomieszczenia kawiarnianego. Ja zaś marnowałem czas za ladą. Moje dni nie różniły się od siebie - wszystkie były tak samo szare i nudne. Co dzień przez kawiarnię przewijały się różne twarze, jednak nigdy nie wnosiły nic nowego, przeciwnie - były tak samo nijakie jak każda moja doba. Ot, ludzie przychodzili, zamawiali ciastko, kawę, następnie płacili i znikali.
- Masz zamówienie na latte, Minho - powiedziała uśmiechnięta kelnerka.
- Już się robi.. - westchnąłem i wyciągnąłem wysoką szklankę. Po chwili podałem dziewczynie tacę z zamówieniem.
      Czułem, że potrzebuję czegoś, co wróci mi chęć życia. Jakiejś iskierki, zmiany, która wywróci mój świat do góry nogami. Czegoś, co nadałoby sens nawet nalewaniu kawy do filiżanki.

                                                                                *

      Mimo późnej pory zewsząd otaczała mnie jasność. Dookoła świeciły się neonowe światła, lampy, a także bilbordy, reklamujące kremy przeciw pryszczom czy comebacki jakiegoś super popularnego girlsbandu. Kolorowy świat show-biznesu. Szedłem powoli Seulską ulicą do jednego z klubów, gdzie umówiłem się z Key - ekscentryczną divą, zwaną także moim przyjacielem.
- Przepraszam..? - usłyszałem głos za mną. Zignorowałem. Zapewne po raz kolejny ktoś poprosi mnie o ogień lub drobne ''na autobus".
- Ahjussi.. - znowu.
Ahjussi..? Naprawdę wyglądam tak staro? Odwróciłem się zirytowany z chęcią odpędzenia żebrzącego żulika, jednak moim oczom ukazała się drobna postać, chłopak. Jego przydługie włosy sterczały we wszystkie strony, jakby dopiero co wyskoczył że słomy.
- Przepraszam.. Czy nie masz może.. Czy nie mógłbyś może dać mi drobnych ma ramyeon? - wymamrotał (tak cicho że ledwo go zrozumiałem). Wyglądał na bardzo zażenowanego sytuacją. Wielkie sarnie oczy wlepił w chodnik a kąciki jego pełnych ust opadały w dół, nadając jego twarzy smutny wyraz. Dopiero teraz zwróciłem też uwagę na jego ubiór - mimo zimy miał na sobie tylko bluzę i cienkie jeansy, które nawiasem mówiąc wisiały na nim jak na wieszaku. Ewidentnie było mu zimno - dłońmi usiłował otulić swoje ramiona, do tego pociągał zaczerwienionym nosem. Wyglądał trochę jak anioł, który się zgubił.
- Nie masz co jeść? - zapytałem głupio. Chłopak spojrzał na mnie zagadkowym wzrokiem. - Chodź, zabiorę cię na coś..
Nawet nie zaprotestował. Musiał być naprawdę głodny.
Po chwili znaleźliśmy się w niewielkiej knajpce. Gdy kelner postawił przed nami miskę ryżu i bulgogi mój towarzysz wręcz rzucił się na posiłek.
- Jak masz na imię? - zagadałem
- Taemin - wybełkotał z ustami pełnymi ryżu - Lee Taemin.
- Taemin-ah.. Jestem Choi Minho - posłałem mu ciepły uśmiech.
Jego osoba budziła we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony niewinny wygląd sprawiał, że miałem ochotę zatroszczyć się o niego. Z drugiej strony.. Miał w sobie coś takiego, co sprawiało, że czułem do niego niejaki dystans.
Zobaczywszy jak Taemin spogląda tęsknie na puste miseczki domówiłem kolejną porcję ryżu i mięsa. I tym razem blondynek zabrał się za jedzenie w ekspresowym tempie. Co jak co, ale  spust to on miał niezły.
- Jak zjesz, to zamówię taksówkę. Gdzie mieszkasz?
- Nie trzeba hyung. Poradzę sobie - odparł dość obojętnie.
- I tak wracam teraz do domu.. Mogę cię przy okazji zabrać. Jest zimno..
- Dziękuję za posiłek. Dobranoc - przerwał szybko Taemin, po czym skłonił mi się lekko i pośpiesznie wyszedł z baru, zostawiając mnie całkowicie zbitego z tropu. 

                                                                               *

     W ciemnościach usiłowałem wymacać klamkę, jednak ostatecznie zakończyło się to wielkim hukiem.
- Minho? Nie możesz trafić do swojego pokoju czy jak? - jęknął z wyrzutem Onew.
- Przepraszam - mruknąlem z udawaną skruchą. Tak naprawdę ucieszyłem się, że od razu trafiłem do jego pokoju.
- Coś się stało?
Usłyszałem skrzypnięcie - Jinki prawdopodobnie usiadł na łóżku.
Po omacku doczołgałem się do posłania przyjaciela.
- Nie, po prostu.. Przydarzyła mi się dzisiaj taka sytuacja no i ona ciągle mi siedzi w głowie. Znaczy się no.. Spotkałem na ulicy chłopaka.. To jest, on mnie zaczepił. I poprosił o pieniądze na ramyeon. Był chyba strasznie wygłodzony a do tego zmarznięty. Miał na sobie tylko bluzę i podziurawione gacie.. W zimie! Minus 10 stopni na dworze!
- I tak cię to przejęło że musiałeś mnie obudzić? - Onew nie był zbyt zadowolony.
- Oh nie, to nie o to .. Po prostu zgubiłem wątek. No więc.. Zabrałem go na coś do jedzenia. Był strasznie głodny, zjadł aż dwie.. Słuchasz mnie w ogóle? Potem jak już wszystko zjadł.. Nie, właściwie wchłonął, to chciałem go odwieść do domu. Ale on uciekł...
Jinki milczał przez chwilę, po czym rzekł zaspanym głosem:
- Rozumiem cię Minho, ale musisz pamiętać że na świecie żyją ludzie w trudnych sytuacjach. Nie mają tyle szczęścia i pieniędzy co my.. Nie możesz pomóc wszystkim głodującym tego świata Minho, nawet jeśli bardzo byś tego chciał.
- Ja wiem, ale..
- Nie zmienimy nic o piątej nad ranem. Ma razie idź spać, okej? Jutro o tym pogadamy. Dobranoc Minho.
Jinki klepnął mnie po plecach po czym zakopał się pod swoją ciepłą pierzynką. Szepnąłem ''dobranoc'' i cicho poszedłem do swojego pokoju.

                                                                                 *

      Siedziałem na wysokim krześle za ladą i popijałem chłodną jak dzisiejszy poranek kawę. Kawiarnia świeciła dziś pustkami - pewnie śnieżyca skutecznie odstraszyła potencjalnych klientów.
- Hej Żabolu, co masz taką nachmurzoną minę od rana? Chcesz żeby śnieg zaczął padać tu w środku?
Podniosłem oczy znad filiżanki, by spotkać się wzrokiem z uśmiechniętą od ucha do ucha Sodam.
- Tak, chciałbym wprowadzić zimowy nastrój - powiedziałem z przekąsem, mimowolnie się uśmiechając - Gdzie zgubiłaś Jonghyuna? Nie miał nam przypadkiem dostarczyć produktów do tego boskiego przybytku?
- Cholera jasna no! Nie mam pojęcia gdzie się podział ten niewyrośnięty dinozaur..  Już po niego dzwonię. Co za dzieciak...
Sodam odeszła, bluzgając na brata. Tymczasem do mnie dosiadł się Onew.
- Zaraz nas zjesz - zaśmiałem się na widok szerokiego ziewu przyjaciela.
- Prze pra aaa szam.. Prawdopodobnie nie wyspałem się, bo KTOŚ mnie w nocy obudził.
- Kto cię obudził? - zapytała wyraźnie zainteresowana Sodam, która najwidoczniej skończyła telefonowanie do zagubionego brata.
Na twarzy Onew momentalnie pojawił się rumieniec.
- Minho.. Z powodu faceta w kalesonach. Oh nie.. W dziurawych gaciach..
Sodam spojrzała na mnie pytająco a ja jedynie wzruszyłem ramionami. Już miałem jej opowiedzieć, gdy do kawiarni wpadł taszczący sporych rozmiarów karton Jonghyun. Tuż za nim wlazł opatulony po uszy chłopak, rzucający pod nosem niezbyt eleganckie słowa.
- Co to za zgromadzenie? Ktoś umarł? - Key przetrwał potok przekleństw i zaczął wytrzepywać śnieg z ognistej czupryny.
- Po prostu roztrząsamy powód nocnych wędrówek Żabola - westchnęła Sodam - Też miło cię widzieć Kibum.
- Ha! Też się zastanawiam gdzie wcięło wczoraj tego drania. - diva spojrzała na mnie krzywo - Czekałem na ciebie a ty się gdzieś szlajałeś!
- Karmił bezdomnych - wtrącił Onew.
- Nie wiem czy był bezdomny..! Poza tym nie rozumiem o co wam chodzi.. Trzeba pomagać potrzebującym..
- Akurat! Znalazłeś już kogoś do roboty? Pewnie nie.. Jak zwykle łazisz z głową w chmurach - warknął z wyrzutem i pomachał mi przed nosem plikiem kartek. Wyglądał dziś na wyjątkowo rozdrażnionego.. - Tu są ogłoszenia o pracy które miałeś wydrukować. W ramach pomocy potrzebującym pójdziesz je teraz porozwieszać.
W obliczu gniewu Key nie śmiałem nawet protestować. Wziąłem jedynie rulonik i zerknąwszy z uśmiechem na przyjaciół opuściłem kawiarnię.

                                                                                *

      Rozklejając ulotki rozmyślałem o tym co powiedział mi Kibum i jak zwykle musiałem przyznać mu rację (gdybym wspominał o tym na głos z pewnością sprawiłoby mu to niemałą przyjemność. Ba, może nawet przestałby łazić taki nabzdyczony..?). Ostatnimi czasy rzeczywiście nie funkcjonowałem najlepiej. Brak pracowników w kawiarni też nie bardzo mnie przejął. Przez to Kibum i Sodam musieli pracować dwa razy ciężej. Poczułem nieprzyjemnie ukłucie wyrzutów sumienia. To od razu sprawiło, że rozwieszałem ulotki jak najszybciej mogłem, najwięcej jak się dało. W ten też sposób, zupełnie przez przypadek natknąłem się na małą dziewczynkę. Stała sama nieopodal małego zaułka.
- Zgubiłaś się? - zapytałem zmartwiony, ponieważ powoli zaczynało się ściemniać.
  Dziewczynka pokiwała przecząco główką ale wskazała paluszkiem na owy zaułek, koło którego się znajdowaliśmy. Zajrzałem do środka, z trudem usiłując dojrzeć leżącą na śniegu, drżącą postać. Pochyliłem się nad zwiniętą w kłębek osobą. I nagle, nie wiedzieć czemu poczułem jak uginają się pode mną nogi.
- Taemin-ah..?